powiat mrągowski

Tokarska Justyna

Przez Warmię i Mazury

Czwórka zgranych przyjaciół: Tomek Wilmowski, Sally Wilmowska, Jan Smuga i Tadeusz Nowicki, nazywany przez przyjaciół najczęściej bosmanem, postanowili wybrać się na tegoroczne wakacje na Warmię i Mazury. Wszystko zaplanowali i ustalili, a Tomek ułożył listę miast i terenów, które warto zwiedzić. Przedstawił go przyjaciołom:

-Plan naszej wycieczki jest taki: najpierw, skoro tu jesteśmy to zwiedzimy Elbląg, później po przepłynięciu Jeziora Druzno, zaczniemy zwiedzanie Kanału Elbląskiego. Tym też kanałem dopłyniemy aż do Jeziora Drwęckiego w Ostródzie, którą również przejdziemy wzdłuż i wszerz. Następnie drogą lądową dostaniemy się do stolicy Warmii i Mazur-Olsztyna. Pochodzimy tam po starym mieście, możemy też zrobić zakupy w tych sklepach, które was zainteresują. Później, prosto bez zatrzymywania, zdążamy do Mrągowa, nad Jezioro Czos. Stamtąd pojedziemy do Mikołajek, pozwiedzamy i nareszcie pojedziemy nad Jezioro Łuknajno. Jest ono wpisane na listę Rezerwatów Biosfery UNESCO, jak chyba sami wiecie. Znajduje się tam największa w Polsce kolonia łabędzia niemego. Żyje tam też wiele innych gatunków ptaków. Po przyglądaniu się różnym pięknym okazom, pojedziemy do Krutyni, gdzie czekają na nas kajaki. Na nich właśnie popłyniemy do Rucianego- Nidy, na śluzę Guziankę, skąd wyruszymy dalej, do Prani, gdzie zwiedzimy Muzeum Gałczyńskiego. Czy zgadzacie się na taki plan podróży?

-Ależ oczywiście Tomku! Zgadzamy się na wszystko! Ty jesteś szefem wycieczki i ty wytyczasz trasę! – Odparł bosman.

-Tak, tak Tommy, zgadzamy się na wszystko!

Tydzień później zwiedzali już piękny Elbląg. Tomek, który jak zwykle świetnie się przygotował opowiadał przyjaciołom wszystko, czego się dowiedział.

- To są ruiny średniowiecznego kościoła św. Mikołaja, niegdyś kościoła farnego. A to ruiny Kościoła Panny Marii. Jak widzicie rynek zamyka brama. Jest to brama gotycka, tzw. Brama Targowa.

- Nie chce was martwić, ale chyba spóźnimy się na statek.

- Czemu tak sądzisz? - Zapytał Smuga.

- Bo już za piętnaście minut odpływa, a mamy kawałek do przejścia. – Odparła Sally.

- Do stu beczek zjełczałego tranu! Ta sroka ma rację! Pospieszmy się, bo się spóźnimy i bilety przepadną!

Ruszyli biegiem z nadzieją, że może jednak zdążą. Kiedy zobaczyli z daleka swój statek, biegli jeszcze szybciej, ponieważ wsiadał właśnie ostatni pasażer i mogli nie zdążyć.

- Masz szczęście! Przez Twoją paplaninę spóźnilibyśmy się na statek!

- Na szczęście nasz Tomek jest w czepku urodzony.

- Gdyby nie spostrzegawczość Sally, nawet jego szczęście niewiele by nam pomogło.

- Oj, przestańcie się droczyć! Lepiej zobaczcie, jakie piękne widoki roztaczają się po prawej stronie. Tu jest pięknie!

- Poczekaj aż wpłyniemy na wody Jeziora Śniardwy! Tam dopiero zobaczysz, co to są piękne widoki! Wiesz ilu turystów przyjeżdża tam tylko dla nich?- Odparł bosman.

- A skąd pan to wszystko wie? Przecież nigdy pan tam nie był.

- A kto Ci tak powiedział? Byłem raz na Mazurach. Pływałem kiedyś z takim, co mówił, że jedzie na Mazury. I czy bym się z nim nie zabrał, tak, dla towarzystwa. A ja na to, że bardzo chętnie, no i pojechałem. Pływałem po Śniardwach, lecz nie zdołałem zwiedzić nic, poza statkiem.

Na takich rozmowach zleciał im czas do wieczora, po czym po kolacji, udali się do swoich pokoi. Była dziewiętnasta, kiedy dopłynęli do przystani w Ostródzie, gdzie wynajęli pokoje, ułożyli się w wygodnych łóżkach i zasnęli.

Następnego dnia już o siódmej wszyscy byli na nogach.

- Długo tam? Jak będziesz się tak guzdrała, to nigdy nie wyjdziemy z hotelu!

- Oj, już! Już! Wychodzę!

- No nareszcie! Ale się wystroiłaś! Ślicznie wyglądasz!

- Dziękuje, dziękuje. Jednak ruszaj do łazienki. Tak Ci się spieszyło.

- Lecę! Tylko poczekaj na mnie.

Po porannej toalecie, zjedzonym śniadaniu, wszyscy udali się na zakupy. Pochodzili po sklepach, zrobili najpotrzebniejsze zakupy i wypożyczonymi wcześniej przez Smugę samochodami udali się do Olsztyna. Zwiedzanie zajęło im prawie pół dnia, a Sally jeszcze było mało.

- Nie wiem, dlaczego, ale lubię zwiedzać stare uliczki miast. Co prawda tu, w Olsztynie, są trochę przebudowane, ale ładne. Chodźmy jeszcze tam!- Pokazała Sally.

- Dobrze, dobrze, ale potem wracamy, bo ja i bosman musimy się jeszcze wyposażyć w sprzęt wędkarski, prawda?- Zapytał Tomek

- Jakże by inaczej!

- No dobra, to chodźmy. Obiecuje, że zaraz wrócimy.

Po zaopatrzeniu się w haczyki i żyłki, oraz dokładnym zwiedzeniu Olsztyna wyruszyli do Mrągowa. Gdy dojechali, był już wieczór, więc wynajęli pokoje i udali się na kolacje.

- Jedzenie było pyszne. Lecz żeby czuć się jeszcze lepiej, to przynieś mi Tomku butelkę Jamajki.- Zaczął bosman.

- Tak jest! Rozkaz- zaśmiał się Tomek i pobiegł do pokoju bosmana. Po powrocie zastał przyjaciół w doskonałych humorach.

- Nie mogłem jej znaleźć, więc trochę to potrwało, ale mam!- Powiedział stawiając na stole butelkę.

- Nie mogłeś znaleźć! Poczekaj, bo uwierzę! Powiedz, że zaszkodziła Ci rybka i dlatego tak długo Cię nie było- skwitował ze śmiechem bosman, co wywołało wybuch wesołości wśród reszty. Śmiał się nawet sam Tomek, ponieważ znał się na żartach bosmana, który z za pleców wyjął drugą butelkę swojego ulubionego rumu, wypitą do połowy.

Rano późno wstali, lecz zabrali się za zwiedzanie Mrągowa. Byli przy pomniku papieża, na rynku i na plaży, gdzie zażyli odświeżającej kąpieli. Poszli też na lody i z wielkim smutkiem stwierdzili, że Piknik Country odbędzie się dopiero za dwa tygodnie, a wtedy ich już tu nie będzie. Tomek opowiedział im też o Mrongowiuszu, od którego pochodzi nazwa Mrągowa. Z tego wszystkiego nie zjedli obiadu, lecz zapełnili żołądki Kebabem.

- Co wyście mi tu wcisnęli- utyskiwał bosman- jak mi coś po tym waszym Kebabie będzie zalegało na żołądku, to mnie popamiętacie!

- Bosmanie, przecież pan wie, że trzeba próbować wszystkiego! Pamięta pan cukrzone pijawki?- Zagadnął Smuga.

- Jakże mógłbym zapomnieć!

Na szczęście bosmanowi nic nie dolegało i z dobrymi humorami udali się na zasłużony odpoczynek

Do Mikołajek zajechali przed dziesiątą. Zarezerwowali pokoje przy ul. Ogrodowej i za namową gospodarza domu zakupili bilety i udali się na krótki rejs po Jeziorze Mikołajskim i Śniardwach.

- I co teraz powiesz, moja droga?- Zagadnął, Sally bosman- czyż tu nie jest pięknie?

- Tu jest cudownie. Teraz rozumiem, co miał pan na myśli, mówiąc, że niektórzy turyści przyjeżdżają tu tylko po to, aby jeszcze raz ujrzeć te piękne zielone lasy, jeziora. Miał pan rację, chyba poproszę Tomka, abyśmy tu przyjechali w przyszłym roku.

- Ho, ho! Już na Ciebie działają Mazurskie widoki? Poczekaj, jeszcze czeka nas spływ kajakami, po rzece Krutyni. Tam też jest pięknie.

- Teraz wierzę panu na słowo!

- No, ja myślę!

Tak gawędząc wpłynęli na Jezioro Śniardwy. Po pojawieniu się ponownie w Mikołajkach zabrali się za zwiedzanie miasta. Posiedzieli chwilę przy fontannie z Królem Sielawem, poszli na lody, pospacerowali, wypożyczyli rowery wodne i popływali trochę po jeziorze. Było już późno, więc postanowili wrócić do domu, lecz kupowanie pamiątek zostawili sobie na drugi dzień. Wstali wcześnie, więc już o dziewiątej udali się na rynek, gdzie Sally kupiła sobie śliczną bransoletkę z bursztynu, Smuga nową fajkę, Tomek lornetkę, a bosman nową wędkę, na którą wieczorem złapał węgorza. Trzeciego dnia, ku wielkiej radości Tomka zmierzali w kierunku Jeziora Łuknajno. Kiedy po rozmokłej ziemi dotarli do wieży obserwacyjnej, spokojny dotąd Tomek, prawie krzyknął. Na samym szczycie siedział łabędź niemy. Spłoszony przez Tomka, kołował nad nimi przez chwilę poczym zdumionemu obserwatorowi narobił na ramię. Przyjaciele ledwo się powstrzymali, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- A to Ci ptaszek!- Zaśmiał się bosman- przejechałeś dla niego kawał Polski, i oto jak Ci się odwdzięcza. Plama murowana. Niezła pamiątka z wakacji.

- Niech się pan nie śmieje, tylko popatrzy w górę.- Obruszył się Tomek.

Wspięli się na wierzę. Tomek wyciągnął lornetkę. Siedzieli Tam do późnego wieczora, chociaż Tomek mógłby tam siedzieć do rana.

- Musimy tu przyjechać w przyszłym roku.- Zagadnął, Sally Tomek.

- Po prostu czytasz w moich myślach- ucieszyła się Sally- na statku rozmawiałam z panem bosmanem, i postanowiłam, że poproszę Cię, abyśmy przyjechali tu w przyszłym roku.

Po powrocie do domu zaczęli się pakować. Na drugi dzień po pożegnaniu się z gospodarzem domu pojechali do Krutyni. Tam w umówionym miejscu czekały na nich kajaki. Po krótkim odpoczynku, przebrali się i popłynęli do Rucianego- Nidy.

- Znudziło mi się już wiosłowanie.- Powiedziała Sally.- I zgłodniałam, a wy?

- A ja myślałem, że już nikt nie poruszy tego tematu. Jestem głodny jak wilk. No tak, to już pora obiadu.- Utyskiwał bosman.

- Popatrzcie, tam po prawej stronie jest w miarę dostępny brzeg. Skierujcie tam kajaki.- Powiedział Smuga.- Ja też już porządnie zgłodniałem.

Po zjedzonym obiedzie i należytym wypoczynku, popłynęli dalej. Wieczorem byli dopiero w Wojnowie, ponieważ tak się objedli, że nie chciało im się wiosłować. Na plaży koło mostu rozłożyli namioty i po posiłku poszli spać. Następnego dnia, postanowili, że zwiedzą Klasztor Starowierów, który znajdował się w Wojnowie. Oprowadził ich, a raczej opowiedział im, o nim, bardzo miły pan, który był właścicielem klasztoru. Obejrzeli wiele ciekawych obrazów i powrócili do bosmana, którego zostawili przy kajakach. Chwilę potem wypłynęli. O piętnastej byli w Ukcie, więc postanowili coś przekąsić. Po pożywieniu się popłynęli dalej. Gdy zapadł wieczór, postanowili rozłożyć się na polance przy brzegu rzeki. Jak postanowili, tak zrobili.

- Ale jestem śpiąca.- Powiedziała Sally.

- Ja też. Ale musimy jeszcze rozpalić ognisko, żeby odgonić komary, które dadzą się we znaki.- Odpowiedział Tomek.

- O czym tak gruchacie?- Spytał bosman.

- O niczym takim, drogi panie bosmanie.

- Skoro tak, to bierzcie się za rozpalanie ogniska, a ja ze Smugą rozłożymy namioty.

Następnego dnia wcześnie powstawali, a wszystko przez to, że bosmana pokąsały komary i mruczał coś na nie dość głośno, przez co pobudził resztę. Szybko przebrali się i po śniadaniu ruszyli w dalszą drogę. Po południu wpłynęli już na wody Jeziora Bełdany. Wiosłowali już pół dnia i znużeni, zastanawiali, kiedy dopłyną do Wygryn, aby coś przekąsić. Wreszcie ujrzeli pierwsze domostwa. Głodny bosman od razu szybciej wiosłował. Zostawili kajaki pod opieką Smugi i poszli zamówić coś do jedzenia.

- Zapytaj tego chłopca, czy nie wie, ile kilometrów dzieli nas jeszcze od śluzy.- Poprosiła Tomka Sally.

- Hej, poczekaj chwileczkę! Wiesz może, jak daleko jeszcze do śluzy? - Wie bitte? Ich verstehe nicht. Ich komme aus Deutschland.

- Co on mówi?- Zapytał, Sally Tomek.- Ja nie rozumiem po niemiecku.- Zwrócił się do chłopca.

- Chodźmy, zapytamy kogoś innego.- Powiedział Sally rozbawiona przygodą językową męża.

Po południu wyruszyli w dalszą drogę. Tomek i Smuga z zainteresowaniem oglądali różne okazy przelatujących nad nimi ptaków, przez lornetkę, podczas gdy bosman i Sally musieli wiosłować za swoich towarzyszy. Wreszcie zmęczeni opuścili wiosła i płynęli bardzo powoli. Około piątej po południu dopłynęli do śluzy. Tomek jeszcze raz dokładnie wytłumaczył przyjaciołom, jaką rolę ona odgrywała, co bardzo zirytowało bosmana, który nie lubił jak mu się coś tłumaczyło tysiąc razy. Po przepłynięciu śluzy, co trochę potrwało, wpłynęli na Jezioro Nidzkie. Tomek z Bosmanem śmiali się jeszcze z gapiów, którzy obserwowali ich i wielu innych ludzi, kiedy przepływali przez śluzę. Bowiem dwie starsze panie zaczęły do nich dwóch machać, i wdzięczyć się, z czego bosman i Tomek śmiali się, lecz z powagą im odmachiwali. Niestety nie mieli czasu, na zwiedzenie Rucianego- Nidy, ponieważ urlop Tomka i bosmana już się kończył, i musieli wracać do domu. Lecz jak zaplanowali, tak też zwiedzili Muzeum Gałczyńskiego. Wkrótce potem wyruszyli w drogę powrotną, do domu.

- Wiesz Tomku, naprawdę mi się podobało na Mazurach. W przyszłym roku też musimy tam pojechać- wspominała wakacje Sally.- Muszę się jeszcze nauczyć serfować. I nie pływaliśmy jeszcze żaglówką. Obiecaj mi, Tommy, że w przyszłym roku też tam pojedziemy!

- Ależ oczywiście, że obiecuję! Mnie też się tam podobało. Musimy zabrać ze sobą ojca, żeby zobaczył, co przegapił. A zresztą, muszę jeszcze raz pojechać nad Jezioro Łuknajno, zobaczyć te piękne ptaki.

- A więc jedna nie doprana koszula Ci nie wystarczy?- Zaśmiała się Sally.

◄cofnij    ▲do góry