powiat mrągowski

Rydel Paula

Tomek na Warmii i Mazurach

 

W północno-wschodniej części Polski, na Warmii i Mazurach, w lesie, niedaleko Mikołajek rozłożył się obóz. Obóz najgorszych wrogów lasu i zwierząt - człowieka.

- Tomek, idź do lasu i nazrywaj jagód, malin, poziomek i upoluj zająca, a ja rozpalę ognisko. Będziemy mieli pyszną kolację z deserem.- powiedział ojciec, stary łowca zwierząt.

- Tato, w lesie nie można palić ognisk.- odpowiedział

- Przecież wiem. Spotkamy się za pł godziny na polance przy jeziorze.- mówiąc to wskazał mu ją palcem.- Nie zgub się.

- Dobrze!- krzyknął Tomek, który znikał za drzewami.

Tomek nie mógł znaleźć jagód, więc poszedł w gąb lasu. Koło wielkiego kamienia

znalazł krzaczek z jagodami. Podczas zrywania usłyszał szelesty. Po chwili ktoś chwycił go za ramię. Odwróci się. Koło niego stała dziewczyna mniej więcej w jego wieku. Miała długie, proste, czarne włosy, zielone oczy, a na lnianej sukience miała ponaszywane skrawki wilczej skóry.

Na nogach nie miała butów, lecz skarpety z dziwnego materiału. Na szyi wisiał naszyjnik z wilczym zębem.,, Ona bardzo lubi wilki. Ciekawe skąd się tu wzięła?” pomyślał Tomek patrząc na nieznajomą dziewczynę.

- Dzień dobry.- powiedziała niepewnym głosem dziewczyna

- Cześć! Kim jesteś?- zapytał.- Ja jestem Tomek Wilmowski.

- Nazywam się Lora. Obserwowałam was kilka dni. Nie jesteście z Mazur i jesteście łowcami zwierząt. Prawda?

- Tak.

- Chciałam się zapytać, czy mogłabym oprowadzić was po tym regionie. Jest tu wiele ciekawych miejsc na przykład Stare Miasto w Olsztynie lub impreza szanty w Giżycku.

- Musimy zapytać się o to mojego taty. On tu decyduje o wszystkim.

Chodźmy do niego. – mówiąc to poszli w kierunku polany. Tomek na polanie miał być 20 minut temu. Jest już spóźniony.

Na polanie zastali ojca siedzącego przy ognisku, na, którym piekł si zając.

- Nie mogłem czekać, a umrę z głodu, więc upolowałem sam zająca. Siadajcie i jedzcie - powiedział.

Podczas kolacji dziewczyna przedstawiła się, a po kolacji powiedziała swoją propozycję. Ojciec początkowo nie był zaciekawiony propozycją nieznajomej dziewczyny, ale po długich prośbach syna zgodził się.

- Idę na spacer do lasu.- powiedział ojciec.- Ktoś idzie ze mną?

- Ja posprzątam po kolacji.- odpowiedział Tomek

- Ja mu pomogę.- powiedziała Lora. Lora pozmywała naczynia przy brzegu jeziora, a Tomek wytrzepał koce, by były gotowe do spania.

- Ja śpię w tym namiocie.- powiedział Tomek wskazując na mały, podłużny, zielony namiot.- Tata śpi w największym o kolorze moro, a ty możesz spać w siwym lub w tym czarnym koło ogniska.

- Będę spała w siwym.- odpowiedziała Lora.

Ojciec wrócił około godziny 21.30. Robiło się ciemno.

- Wyruszmy jutro z samego rana..- oznajmił ojciec wchodząc do namiotu- Musimy się dobrze wyspać się. Dobranoc moi mili. – zasnęli.

Noc była spokojna. Słychać było gdzieś w oddali wycie wilków. Czasem jakaś sarna przebiegła przez obóz. Liście szeleściły na wietrze, który zgasił ostatnie płomyczki ogniska. Zapadła cisza, w której słychać było lekki koncert świerszczyka.

Gdy Tomek obudził się w nocy, to nie wychodził z namiotu. Położył ręce za głowę i wsłuchiwał się w letni koncert świerszczyka. Noc płynęła, płynęła i płynęła.

Tomek, którego obudził ranny koncert ptaków wstał, przebrał się i poszedł nad jezioro.

- Jaka ciepła woda.- powiedział mocząc prawą rękę w jeziorze.- Jaka czysta?- mówiąc to wszedł na wierzbę rosnącą przy jeziorze i nie wahając się wskoczył do jeziora. Miał szczęście, bo było głęboko. Strach myśleć co, by się stało gdyby było płytko. Pływał w jeziorze około pół godziny, dopóki nie przyszedł ojciec.

- Tutaj jesteś!- krzyknął zdenerwowany ojciec. Tomek wyszedł z wody.- Szukam was już 20 minut. Gdzie jest Lora?

- Nie wiem. Powinna by w namiocie.- powiedział Tomek z myślą, że ich oszukała.

- Powinna, ale nie ma.- odpowiedział ojciec. Wrócili do obozu. Tomek si suszył, a ojciec szykował śniadanie. Nagle zobaczyli Lorę, która zbliża się do nich.

- Gdzie byłaś? Myśleliśmy, że nas oszukałaś!- wykrzyknął ojciec. Lora milczała.,, Nie mogę im powiedzieć” pomyślała Lora. Skłamała:

- Byłam na spacerze w lesie.

- Jesteście usprawiedliwieni. Teraz chodźcie zjeść śniadanie. Mamy kanapki z pasztetem, bo zapomniałem, że zanim przyjechałem na Mazury to nakupiłem w Warszawie jedzenia. Smacznego. – powiedział ojciec biorąc kanapkę z talerza. Po śniadaniu spakowali się i podżyli w kierunku Mikołajek. Szli brzegiem jeziora Mikołajskiego, po którym pływało dużo łodzi motorowych z turystami i żaglówek.

Po dojściu do Mikołajek Lora zaprowadziła ich na stragany z bursztynami.

- W Mikołajkach można poczuć się jak nad morzem.- powiedziała. Tomek kupi sobie

bursztyn z muchą w środku, a ojciec duży bursztyn i naszyjnik z bursztynów dla swojej córki.

Później poszli na spacer brzegiem jeziora Mikołajskiego, zjedli lody i skierowali się na PKP w Mikołajkach, by odbył pociągiem dalszą podróż po Mazurach.

- Gdzie jedziemy teraz?- zapytał Tomek

- Do Mrągowa.- odpowiedziała Lora.

W czasie drogi do Mrągowa mieli dwa przystanki. W Baranowie i w Kosewie. Tomka zaciekawiły czarne łabędzie pływające po jeziorze w Kosewie. Droga była spokojna bez żadnych niemiłych sytuacji.W Mrągowie, po wyjściu z pociągu usłyszeli muzyk country.

- Gdzie to tak gra?- zapytał Tomek

- Na placu Piłsudskiego. Raz w roku odbywają się tu imprezy country, na, które przyjeżdżaj ludzie z całego kraju. Impreza ta trwa trzy dni i kończy się wielką paradą.-odpowiedziała Lora.

- No to chodźmy na plac Piłsudskiego. Muszę to zobaczyć.- powiedział ojciec Tomka.

Cała trójka poszła na plac. Na scenie śpiewana była piosenka ,,Wszystkie drogi prowadzą do Mrągowa’’, ludzie tańczyli, śpiewali, oglądali stragany, jeździły motory. Było głośno.

Po chwili nie uwagi, Tomek zorientował się, że nie ma jego taty. ,,Jak znajdę tatę wśród tylu ludzi?’’ pomyślał. Lora wyczuła jego niepokój.

- Twój tata ogląda motory.-powiedziała

- Powiedz mu, że id kupić jakieś pamiątki i spotkamy się za 15 minut pod sceną. – po tych słowach pobiegł do straganu z kowbojskimi kapeluszami i kupił sobie czarny z odznaką szeryfa. Zaczął oglądać wszystkie stragany po kolei. Kupił sobie jeszcze kaktusa przy jednym ze straganów. Spytał się przechodzącej pani o godzinę. Okazało się, że to była burmistrz Mrągowa. Od razu pobiegł pod scenę gdzie czekała na niego Lora z jego tatą. Opowiedział o spotkaniu. Tata wybuchł śmiechem. Tomek zdziwił się, przecież to nie było śmieszne.

- Zostaniemy na paradę?- zapytał się Tomek.

- Nie. Zaraz pójdziemy zjeść obiad, a później rozpoczniemy dalszą podróż.

- Może pójdziemy na kebab? Jest niedaleko.- powiedziała Lora

- Dobrze. Prowadź.-po tych słowach ruszyli w kierunku ,,KEBABhouse’’.

Po zjedzeniu kebaba poszli na lody.

- Gdzie będziemy teraz jechać?- zapytał ojciec

- Z Mrągowa do Sorkwit pieszo, a z Sorkwit do lasu koło Olsztyna pociągiem. – odpowiedziała Lora.

Wyruszyli. Kiedy szli do Sorkwit, poruszali się poboczem drogi. Tomek polubił Lorę, a ona jego. Zostali przyjaciółmi. Po dojściu do Sorkwit weszli do pociągu i ruszyli w stron Olsztyna. Po drodze widzieli łąki, pola uprawne. Tomek, Lora i ojciec Tomka siedzieli w czwartym wagonie.

- Dawno nie byliśmy na polowaniu.- powiedział Tomek do taty

- Prawda. W lesie będziemy trzy dni i dwie noce, później pójdziemy do Olsztyna zwiedzać Stare Miasto.- odpowiedział ojciec. Lora poszła do konduktora.

Po powrocie oznajmiła:

- Zaraz wyskakujemy.

- Słucham? Chyba źle usłyszałem.- powiedział Tomek.

- Zaraz wyskakujemy z pociągu.

- Mamy wyskakiwać?- zdziwił się ojciec Tomka.- Oczywiście, przecież w lesie nie

ma przystanków. Będziemy skakać na trzy. Gotowi? Raz, dwa, trzy.- skoczyli, lecz bez ojca Tomka.

- Jestem stary! Nie skoczę!- krzyczał z oddalającego się pociągu. Lora i Tomek zaczęli wrzeszczeć i biec za pociągiem. Staruszek wyskoczył, gdy zobaczył, że konduktor zbliża się do niego. Miał większe szczęście od Tomka i Lory. Oni wylądowali na krzaki on na stos skoszonej trawy, którą rozsypał pod swoim ciężarem. W tedy zaczął gonić go rozzłoszczony rolnik. Szybko uciekał do lasu, do Tomka i Lory, którzy śmiali sięze łzami w oczach.

- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. Wy macie zdrowe, silne kości, a ja?- mówił zdyszany łowca zwierząt.

Wyruszyli w głąb lasu szukać polany, by móc rozłożyć obóz. Po godzinie poszukiwań znaleźli polanę, na, której rozłożyli obóz. Zbliżała się noc.

- Jestem zmęczony. Dzieci kładę się wcześniej spać bez kolacji. Dobranoc.- powiedział ziewając ojciec Tomka wchodząc do namiotu.

- Ja też.- oznajmił Tomek. Lora została sama. Zjadła kolację i poszła do namiotu.

Zapadł zmrok. Lora, jak co noc wychodziła z namiotu około godziny 22.30 i zmierzała w kierunku lasu, gdzie pozostawała do rana.

Zaczęło świtać. Tomek i jego ojciec wstali o 5.00 rano.

- Nie mamy już picia.- powiedział Tomek

- Wiem. Pójdę poszuka jakiejś studni na polu.- powiedział ojciec

- Pójdę z tobą.- powiedział Tomek.- Może spotkamy gdzieś Lorę.- Lora tym razem wróciła z lasu dużo wcześniej i podczas, gdy Tomek z ojcem szukali studni, ona spała w swoim namiocie. Po pół godzinnym szukaniu studni, łowcy zwierząt stracili nadzieję na znalezienie studni. W tym momencie Tomka zaciekawił błyszczący pasek za drzewami. Jego oczy nie myliły się. To była rzeczka. Tomek wskazał j tacie.

Wrócili się do obozu, wzięli wiadra i pobiegli nad rzeczkę. Do obozu powrócili z pełnymi wiadrami wody. Po śniadaniu ucięli sobie drzemkę. W końcu wypoczną na Mazurach, po tych podrżach po świecie. Czy naprawdę nie będą polować? Zrobili sobie urlop?

Tomek obudził się wieczorem .,,Przespałem cały dzień?” zdziwił się. Poszedł to namiotu ojca i obudził go. On też się zdziwił. Lora w tym czasie zawołała ich na kolację.

- Spaliście cały dzień. Nie chciałam was budzić. Zrobiłam kanapki z serem i kompot z poziomek i truskawek, które nazbierałam dzisiaj. Smacznego.- powiedziała Lora. Zaczęli jeść.

- Tato, pójdziemy dzisiaj w nocy na polowanie?- zapytał Tomek

- Tak. Oto samo chciałem ciebie zapytać. Przespaliśmy cały dzień,

więc nie zmarnujemy nocy.- powiedział ojciec wstając od kolacji.

Nadeszła noc. Było ciemno.

- Gdzie jest Lora?- zapytał ojciec

- Pewnie boi się polowań. Chodźmy.- powiedział Tomek

- Nie. Zaczekamy do północy. Zapolujemy na wilka.- powiedział ojciec siadając pod drzewem.

Wyciągnął strzelbę i zaczął ją pucować. Tomek siadł koło krzaczka z poziomkami i zaczął je jeść. Po pół godzinnym czekaniu coś zaszeleściło w krzakach. Zerwali się i szli za połamanymi gałązkami. Ojciec Tomka powąchał ściółkę i powiedział:

- To wilczyca.- poszli dalej za śladami. Schowali się za krzakami.

Na głazie, między drzewami w blasku ksiżyca przebijającego się prze korony drzew, wyjąc do księżyca stała wilczyca.

- Mogę ja j zastrzelić?- wyszeptał Tomek.- Z bliska?- zapytał powtórnie.

- Tak, ale uważaj, jeśli niedaleko niej są jej dzieci może cię zabić.- przestrzegł syna, ojciec.

Tomek zbliżał się powoli, cicho do wilczycy. Ona popatrzyła mu prosto w oczy. Tomek zawahał się przez chwilę. Strzelił. Równo ze strzałem w wilczyce z jej oczu poleciała łza. Tomek nie wierzył własnym oczom, z bólem serca zobaczył, że wilczyca zamieniła się w Lorę, która powiedziała:

,, Tajemnica jest milczeniem, a milczenie jest śmiercią. Żegnaj przyjacielu” po tych słowach królowa wilków zmarła, a wokół głazu urosły wielkie paprocie z kwiatami, które zakwitają tylko w noc świętojańską. Tomek rozpłakał się. Podszedł do niego ojciec.

- Wiem, że to straszne, co się stało, ale trzeba żyć dalej.

Będziemy tu przyjeżdżać, co roku 1 sierpnia. Mogła nam o tym powiedzieć, ale to nie tylko jej wina. My jesteśmy łowcami zwierząt.

- Masz rację tato. My jesteśmy łowcami zwierząt, a raczej ty. Dziękuję, że mnie tyle nauczyłeś o polowaniach, ale ja już nie będę łowcą zwierząt i nie, popełnię drugiego takiego błędu. Będę pomaga zwierzętom.- oznajmił Tomek ze łzami w oczach.

Od tej pory Tomek się zmienił. Nie jest już łowcą zwierząt jak jego tata,

lecz jest ich najlepszym przyjacielem. Zawsze 1 sierpnia przyjeżdża na grób Lory

i składa jej polne kwiaty, które widzieli podczas wspólnej podróży po Mazurach.

◄cofnij    ▲do góry