powiat ostródzki

Cichocka Klaudia

Magiczna burza

Tego dnia Tomek wstał bardzo wcześnie, bo wiedział, że dziś on, tata, pan Smuga, bosman Nowicki i oczywiście jego wierny przyjaciel Dingo wypływają w rejs po jeziorze Mamry. Spakował się wczoraj, ale dziś sprawdzał jeszcze czy wszystko ma. Dingo, jego pies, który uczestniczył we wszystkich wyprawach, merdał wesoło ogonem. Wiedział, że jeśli Tomek pakuje swój plecak, to dzieje się coś ciekawego.

- Dingo, czy ty wiesz dokąd dziś płyniemy?- zapytał Tomek. – Na pewno wiesz, bo jesteś bardzo mądrym pieskiem.

W tej samej chwili do pokoju wszedł pan Wilmowski.

- Tomku, jesteś już gotowy? – zapytał.

- Tak tato.

- To dobrze, a teraz chodź już, bo śniadanie zjemy na statku – powiedział i poszedł w stronę drzwi.

Tomek szybko wziął plecak, zawołał Dingo i pobiegł za ojcem.

- Och tato, długo będziemy płynąć? – zapytał gdy wyszli z domu.

- Synku nie dłużej niż płynęlibyśmy z Londynu – odpowiedział ojciec.

- A teraz gdzie jesteśmy tato? – zapytał chłopiec.

- Jak to gdzie? W Węgorzewie.

Chwilę później doszli na przystań, gdzie czekali już na nich Smuga i Nowicki.

- Dzień dobry – powiedział Smuga, gdy zobaczył znajomych.

- Dzień dobry – odpowiedział Tomek. – Jak się pan dziś czuje?

- Bardzo dobrze Tomku. Nawet nie wiesz jak się cieszę z naszej wycieczki. Jeszcze nigdy nie byłem w tych okolicach. O, chyba musimy już iść na statek, bo twój tata woła nas na śniadanie.

- Rzeczywiście – zauważył Tomek. - Dingo, piesku czas na śniadanie!

Przy posiłku panowie omawiali trasę wyprawy.

- Czyli najpierw popłyniemy obejrzeć grotę, a później zamek?- upewniał się bosman.

- Tato, ale ja chcę ponurkować – powiedział Tomek.

- Dobrze, dobrze. Najpierw grota, później zamek, a na końcu nurkowanie – zdecydował Wilmowski.- A teraz wszyscy na pokład, wypływamy!

Godzinę później wpłynęli do kanału. Pochylające się nad nim drzewa tworzyły zielony, niemal magiczny tunel.

- Panie bosmanie, a co z masztem?- zapytał Smuga. – Nie złamie się?

- O kurcze, zapomniałem o nim! - zawołał bosman wybiegając z kajuty.

- Pomogę panu! – zawołam Tomek i podążył za przyjacielem.

Kilka minut później, gdy już maszt leżał bezpiecznie złożony, na nos Tomka spadła kropla wody.

- Tato, czy to deszcz? – zapytał

- Nie wiem synku, ale raczej nie – odpowiedział pan Wilmowski.

- Oj, nie wiem, nie wiem, ale te krople spadają coraz częściej – zauważył bosman.

Nagle runął z nieba ogromny deszcz i zagrzmiało. Wszyscy szybko schowali się do kajuty. Miejsca było mało, ale nawet Dingo się zmieścił.

- Co to?! – zapytał Tomek, gdy coś uderzyło w łódź.

- Nie wiem – odpowiedział Smuga. – Na wszelki wypadek usiądź z Dingo na łóżku.

- Ja pójdę to sprawdzić – powiedział bosman podnosząc się z krzesła.

Po kilku minutach wpadł do kajuty jak strzała.

- Mamy dziurę w kadłubie! Statek nabiera wody! Musimy jak najszybciej przycumować do brzegu – krzyczał bosman tak szybko, że Tomek usłyszał tylko dziura, kadłub, brzeg.

- Dobrze – powiedział równie szybko pan Wilmowski i wybiegł z bosmanem na pokład.

- Tomku, chodź szybko!- powiedział Smuga i pobiegła przyjaciółmi.

Po chwili statek był już przycumowany do brzegu, a żeglarze schronili się bezpiecznie pod drzewami.

- Tato, a co teraz będzie ze statkiem? – zapytał Tomek.

- Jak tylko przestanie padać pan bosman zatka dziurę i popłyniemy dalej – wytłumaczył ojciec.

- A gdzie będziemy spać?

- Rozstawimy namioty.

Kilka minut później namioty były już rozstawione, a zmęczeni podróżnicy położyli się spać.

Tomek z tata i swoim psem w jednym namiocie, a panowie Smuga i Nowicki w drugim.

Nazajutrz Tomek obudził się pierwszy, a zaraz po nim otworzył oczy jego ojciec.

- Jak żyję synku nie widziałem takiej burzy. Myślałem, że wiatr zdmuchnie nam namiot – powiedział Wilmowski.

- Ja też tato.

- Synku, wypuść psa, bo chce wyjść.

Tomek wstał, rozpiął zamek i wyszedł na zewnątrz. Przeciągając się zauważył coś dziwnego. Po jeziorze pływał bardzo dziwny statek Chłopiec od razu zawołał pozostałych uczestników wyprawy.

- Przecież to statek z XIX wieku- zauważył zdziwiony Nowicki.

- Może ktoś specjalnie zbudował sobie taki – powiedział Smuga.

Nagle, niewysoki, dziwnie ubrany pan, którego wcześniej nie zauważyli krzyknął ze statku:

- Przepraszam, ale skąd się tu wzięliście i dlaczego jesteście tak dziwnie ubrani?

- My byliśmy tu przed wami, to wy pojawiliście się nie wiadomo skąd – tłumaczył Smuga, ze zdziwieniem wpatrując się w niskiego mężczyznę i załogę, która powoli wyłaniała się zza pleców dowódcy.

- Może przenieśliśmy się w czasie?! – krzyknął jakiś chłopiec ze statku.

- Przestań Jean, takie rzeczy się nie zdarzają! – oburzył się jeden z marynarzy.

- To prawda – powiedział Wilmowski –ale na wszelki wypadek ustalmy jaka jest dzisiejsza data. Tomku, proszę przynieś komputer.

- Dziś jest 14 lipca 2007 r. – powiedział po chwili.

- Ależ skąd! – odezwał się władczym głosem niewysoki mężczyzna, który Tomkowi coraz bardziej przypominał generała. – Dziś jest 1 kwietnia 1807 roku.

Zdziwieni podróżnicy zamilkli na chwilę.

- Przepraszam – powiedział przerywając ciszę Smuga. – A jak się pan nazywa?

- Ja?! Ja jestem Napoleon Bonaparte, cesarz Francji! Razem z moją załoga zmierzam do Ostródy, gdzie w tej chwili mieści się moja kwatera i gdzie stacjonują moje wojska. Bardzo lubię mieszkać na ostródzkim zamku.

- Wasza wysokość – odważył się odezwać Tomek – ale teraz w ostródzkim zamku nikt nie mieszka, znajduje się tam biblioteka i restauracja. Nie ma też w tym mieście żadnych francuskich wojsk. Wy naprawdę przenieśliście się w czasie!

Napoleon bardzo się zmartwił słysząc te słowa, ponieważ zupełnie nie wiedział jak ma się dostać z powrotem do swoich czasów.

- Niech się pan nie smuci, na pewno coś wymyślimy – pocieszał cesarza Tomek.

Następnego dnia po śniadaniu pan Wilmowski ze Smugą zaczęli przeglądać książki znajdujące się na statku w poszukiwaniu sposobu rozwiązania problemu Napoleona. W tym samym czasie Tomek postanowił bliżej poznać chłopca, który wczoraj jako pierwszy nazwał to co się stało.

- Cześć – powiedział, gdy już odszukał majtka na XIX statku. – Ja jestem Tomek, a to jest Dingo.

- Ja nazywam się Jean – powiedział trochę niepewnym głosem Francuz. – Ładny pies.

- Jak chcesz możesz go pogłaskać.

- Naprawdę?

- Oczywiście, Dingo nie gryzie. Lubisz psy?

- Bardzo – odpowiedział chłopiec głaszcząc psa. – Nie chcę wracać do moich czasów! – powiedział nagle.

- Dlaczego?

- Bo tam jest strasznie nudno i nie mam żadnych przyjaciół.

- Żadnych?!

- Znam jednego chłopca w moim wieku, ale on nie jest zbyt fajny.

- Przykro mi – powiedział Tomek.- To może się w coś pobawimy?

- Jasne!

Chłopcy pobiegli na polanę, gdzie przez ponad godzinę bawili się wspólnie z Dingo.

Minęło kilka dni. Pan Wilmowski i Smuga całe godziny czytali ksiązki i tworzyli jakieś tajemnicze rysunki.

- Zbudujemy maszynę – oświadczyła tata Tomka, podczas spotkania na statku Napoleona.

- To maszyna, która przeniesie was z powrotem do XIX wieku – powiedział Smuga pokazując stworzony rysunek.

- Ale z czego ją zbudujecie?- zapytał cesarz.

- Z desek naturalnie – odpowiedział pan Wilmowski.

- I od razu wrócimy do swoich czasów?

- Tak, tylko musimy poczekać na burzę, która według prognozy pogody będzie dziś wieczorem – powiedział Smuga.

- No to mamy bardzo mało czasu! Zabierajcie się od razu do pracy! – wykrzyknął Napoleon.

- Potrzebujemy desek i kilku ludzi do pomocy – powiedział Wilmowski.

- Dobrze, zaraz przyślę do was ludzi z deskami.

Budowa maszyny trwała kilka godzin. Wszyscy ciężko pracowali, aż w końcu skrzynia stanęła na ziemi. Pan Wilmowski zamontował w niej stworzony przez siebie skomplikowany mechanizm z zegarem odmierzającym godziny wstecz.

- Zaczyna się chmurzyć – zauważył bosman. – Dobrze, że zdążyliśmy.

- Ja tez się cieszę – powiedział Napoleon spoglądając na maszynę. – Ale ja ciągle nie rozumiem jak my się tu dostaliśmy?

- Raz na 500 lat otwierają się wrota czasowe. Tak się akurat stało, że otworzyły się dokładnie tam, gdzie płynął wasz statek – wyjaśnił pan Smuga.

Podczas gdy dorośli rozmawiali, Tomek zegnał się ze swoim nowym kolegą.

- To dla ciebie – powiedział Jean, wręczając koledze niedużą drewnianą skrzyneczkę.

- Dziękuję – powiedział zaskoczony Tomek.

- Jean, chodź już!! – zawołał ktoś z załogi.

- Już idę! – odpowiedział.

Pożegnał przyjaciela i szybko pobiegł do maszyny.

- Jean poczekaj! – krzyknął Tomek. – Też mam coś dla ciebie.

Szybko podbiegł do chłopca i wręczył mu plastikową skrzynkę, w której był kompas, scyzoryk, latarka i czekolada.

- Co to? – zapytał Jean.

- Coś, co na pewno przyda ci się w czasie podróży.

- Tomku, odsuń się od maszyny, bo jeszcze przeniesiesz się razem z nimi – powiedział Wilmowski.

Nagle zrobiło się ciemno, zaczął padać deszcz i zerwał się okropny wiatr. Zbliżała się burza. Wilmowski włączył zegar.

- Zaczęło się – powiedział bosman po pierwszej błyskawicy.

Nagle cała maszyna zaiskrzyła się, nastąpił straszliwy grzmot, a jasne światło na chwilę oślepiło wszystkich. XIX - wieczny statek wraz z całą załogą znikł.

Kiedy było już po wszystkim pan Wilmowski wymontował z maszyny skrzynkę z mechanizmem i zaniósł do kajuty. Chwilę później spytał Tomka, czy ten rozpakował już swój prezent od Jeana. Chłopiec jeszcze tego nie zrobił, więc wspólnie z tatą otworzył skrzynkę.

- Co to jest?- zapytał pokazując ojcu małego, drewnianego stworka.

- To jest Kłobuk – powiedział bosman, podchodząc wraz ze Smugą do Wilkowskich.

- Kto?- zapytał jeszcze raz Tomek.

- Kłobuk. Taki drzewny duszek, który jest teraz maskotką Ostródy – wytłumaczył Nowicki.

Na dnie skrzyneczki były także złote monety z XIX wieku, które Tomek postanowił oddać do muzeum w Ostródzie. Chłopiec zapragnął zwiedzić to miasto, a w szczególności zamek, na którym kiedyś przebywał Napoleon. Tak też się stało. Po tygodniowej wizycie w Ostródzie załoga wróciła do domu.

◄cofnij    ▲do góry